poniedziałek, 16 lutego 2015

Jedziemy!

Postanowione! W tym roku znowu atakujemy austriackie regiony narciarskie. Zachwyceni zeszłorocznym urlopem, zdecydowaliśmy swoje kroki skierować w ten sam region. W sobotę rodzinnie wyjeżdżamy. Przed nami zabiegany tydzień. Nie dość, że ja spędzę pięć dni po dwanaście godzin w pracy, to jeszcze trzeba będzie wszystko ogarnąć. Jakby sam fakt pracy nie był wykańczający. Całe szczęście, że mam jeszcze babcię.

A oto nasze zeszłoroczne widoki :)


czwartek, 12 lutego 2015

Co z tą wodą morską?!

Rynek farmaceutyczny rozwija się w zastraszającym tempie. Każdego dnia pojawiają się nowe produkty, a pacjent mamiony jest obietnicą wyleczenia wszelkiego zła. Wachlarz produktów, czy to dla dzieci, czy dla kobiet w ciąży jest szeroki. Problem pojawia się wtedy kiedy musimy zdecydować się na jeden z nich. Z pomocą przychodzą farmaceuci, którzy często wyjaśniają wątpliwości.

Jako osoba, na co dzień stojąca za pierwszym stołem, często spotykam się z pytaniami przyszłych, lub obecnych mam o pielęgnację nosa. Te pierwsze przychodzą z katarem i szukają ratunku dla siebie, a drugi chcą pomóc swoim dzieciom. Doskonałą propozycją dla nich jest roztwór izotoniczny, bądź hipertoniczny wody morskiej. Tylko, który z nich wybrać ...


Woda morska izotoniczna to roztwór, którego stężenie soli jest takie samo jak w komórkach w naszym organizmie. Ze względu na swój fizjologiczny skład preparaty te są zalecane do oczyszczania i codziennej higieny nosa. Ponad to woda morska wspomaga usuwanie bakterii i wirusów. Takie działanie jest bardzo ważne w przypadku profilaktyki i zapobiega rozwojowi infekcji. Jeśli szukamy wody, która nawilży i delikatnie oczyści nos, to roztwór izotoniczny jest jak najbardziej odpowiedni.

Roztwór hipertoniczny to taki, którego stężenie jest wyższe od stężenia roztworu z którym go porównujemy. W naszym przypadku odnosimy się znowu do komórek ciała. Poprzez efekt osmotyczny w naturalny sposób woda ta obkurcza naczynia krwionośne. Zalecana jest dla osób z zatkanym nosem, zapaleniem zatok, czy też alergią. Dzięki swojej skuteczności jest to alternatywna do kropli do nosa z substancjami chemicznymi. Krople takie mogą byś stosowane przez ograniczony czas oraz powodują wysuszenie śluzówki. 

Producenci prześcigają się w prowadzaniu udoskonaleń wody morskiej. Na rynku są już takie wzbogacone o związki mineralne, czy też olejki eteryczne. Pierwsze są bardzo bezpieczne. Dodatkowe jony miedzi działają przeciwbakteryjnie, a np. manganu, są wskazane w przypadkach alergii. Natomiast na olejki alergiczne trzeba uważać, gdyż nie są zalecane dla wszystkich, a mogą również podrażniać. 

Jakie jest zatem najlepsze wyjście dla przyszłej, zakatarzonej mamy, albo dla mamy maluszka? Oczywiście woda morska. Należy tylko dobrać jej skład do objawów i można cieszyć się jej szybkim działaniem.

środa, 11 lutego 2015

Wspomnienie naszego Londynu

Dawno, dawno temu, jak było jeszcze ciepło, a mama miała więcej czasu wybraliśmy się rodzinnie w pierwszą podróż samolotem. Cel był wzniosły, bo odwiedzaliśmy ciocię, wujka i kuzynki. Będąc już na angielskiej ziemi nie mogliśmy odmówić sobie odwiedzenia Londynu. Pamiętacie na pewno moje wspomnienia z lotu, z przebierania Małego w warunkach podróżnych itp. Niestety za raz po powrocie oddałam się w wir pracoholizmu i trochę zaniedbałam bloga. Nie starczyło mi czasu, aby napisać jakie wrażenie wywarło na nas to miasto. Postanowiłam nadrobić moje niedopatrzenie.


Podróż rozpoczęliśmy bardzo wcześnie. Niestety mieliśmy tylko jeden dzień, aby liznąć Londyński klimat. Dzięki szybkiej mobilizacji London Eye i Big Ben'a oglądaliśmy bez tłumu turystów.


Postawiliśmy na spacery. W sumie to ja postawiłam - reszta musiała się dostosować. Zgodzili się. Nie wiedzieli co to znaczy. Chodziliśmy, oglądaliśmy, robiliśmy zdjęcia, chodziliśmy, oglądaliśmy robiliśmy zdjęcia. I tak w koło i tak w ciąż. Robiło się co raz później, a na ulicach Londynu zaczynało się pojawiać co raz więcej osób. Na początku objawiało się to kolejkami do topowych atrakcji, które zawijały się jak wstążki. Dom Sherlocka Holmes'a poznaliśmy dzięki tłumowi, który stał przed nim. Łukasz dostał ciacho, a humor mu dopisywał.


Czar prysł kiedy dotarliśmy przed pałac Buckingham. Jego okolica zdawała się być obklejona przez ludzi. Okazało się, że trafiliśmy na jakąś paradę, albo co :P, więc chętnych do podziwiania tego wydarzenia było mnóstwo. Na całe szczęście przy pałacu jest super park, w których zalegliśmy na lunch.

Udało nam się liznąć również trochę muzealnych klimatów. Zahaczyliśmy o Muzeum Historii Naturalnej i Muzeum Nauki. W tym drugim najbardziej podobało się mojemu mężowi. Łukasz był troszkę mniej zainteresowany, więc postanowił udać się na krótką drzemkę.

Crem de la crem to wejście do świata M&M'sów. Bajeczne sprawa - dosłownie i w przenośni. Nie wiedziałam nawet, że taki rzeczy mogą być z bohaterami z paczki od cukierków. Wszystko zrobione w taki sposób, że przyciąga zarówno dzieci, jak i dorosłych. Przyznam Wam szczerze, że przepadłam. Buszowałam i czułam się tam jak w raju.


Jak widzicie wypad, jak na Londyn, był bardzo krótki. Poznaliśmy namiastkę tego miasta. Mam nadzieję, że jeszcze tam wrócimy, żeby zobaczyć jeszcze więcej.

Jako dowód na to, że nie tylko nam, ale również Łukaszowi podobał się wypad pokazuję zdjęcie, wtedy jeszcze małego Łukasza, z podróży do domu.

wtorek, 10 lutego 2015

Nasze TOP 5 bajek

Do tej pory Łukasza interesowały tylko i wyłącznie reklamy. Nie przeszkadzało mi to, bo w domu i tak spędzamy mało czasu, ale z drugiej strony chwila kiedy Młody zawiesił na dłużej oko na telewizorze była bardzo potrzebna. W ciągu jednego bloku reklamowego starałam się ogarnąć wszystko dookoła siebie i inne sprawy, które trudno robi się we dwójkę.

Od jakiegoś czasu Łukasza interesuje co raz więcej w TV. Chętnie ogląda, nawet czasami domaga się jakiejś bajki. Szukając czegoś odpowiedniego dla niego przerobiliśmy już kilka kolorowych pozycji. Dzięki naszym próbom mamy TOP 5 Łukaszowych bajek.



Miejsce 5

Na ostatnim miejscu, co nie jest równoznaczne z najgorszym miejscem znajduje się Kubuś Puchatek i Przyjaciele. Jest to jedna z najnowszych odsłon dobrze znanych przez wszystkich mieszkańców Stumilowego lasu. Osobiście nie lubię tych, jak dla mnie, udziwnionych starych/nowych bajek. Na szczęście to wydanie aż tak bardzo mnie nie razi. Myślę, że Łukaszowi najbardziej podobają się śpiewane elementy w kreskówce.



Miejsce 4
Oczko wyżej w naszym notowaniu pojawia się Myszka Mickey z jego klubem. Kolejna postać bardzo dobrze znana z mojego dzieciństwa. Zresztą sama byłam ogromną fanką bohaterów z tej kreskówki. Myszka Mini i Mickey były dosłownie wszędzie, na mojej ścianie, plecaku, zeszycie. Teraz kiedy Disney wypuścił nową odsłonę bardzo się cieszę, że mogę oglądać ją razem z Łukaszem.



Miejsce 3
Jeszcze jakiś czas miejsce trzecie było zwycięskim miejscem pierwszym na Łukaszowej liście. Zresztą to właśnie od tej bajki się wszystko zaczęło. Kiedyś przez przypadek na Youtube włączyłam Młodemu bajkę o pszczółkach i ... tak wpadł w sidła Ula. Ul to prosta bajka o rodzince pszczółek. Myślę, że Łukasza przekonała prostota tej bajki, nie za dużo elementów, które na początku mógł ogarnąć. Proste dialogi, miłe twarze postaci - i rodzice przepadają razem z dziećmi.



Miejsce 2
Wkraczamy w kinowe, bajkowe hity. Łukasz oprócz telewizyjnych ulubieńców, ma też te z wielkiego ekranu. Bajka Frozen - Kraina lodu to przebój wśród większości dzieci. Zarówno te większe i mniejsze chętnie oglądają perypetie dwóch sióstr. Dorośli również znajdą tam coś dla siebie. Świetny bałwan Olaf, któremu głosu użyczył Czesław Mozil jest po prostu genialny. Jego teksty są najlepsze na zły humor i wywołują u starszej widowni ogromny uśmiech.



Miejsce 1
I uwaga, uwaga, znamy już zwycięzce dzisiejszego zestawienia. Na miano najlepszych z najlepszych zasłużyły ... Minionki. Historia o żółtych ludzikach doczekała dwóch odsłon. Bajka z pewnością nadaje się dla dorosłych ze względu na swoje teksty i żarty sytuacyjne. Myślę jednak, że Łukaszowi raczej chodzi o język tytułowych Minionków. Ich poczucie humoru jest bardzo podobne do Młodego "poglądów". To właśnie na tej bajce zanosi się od śmiechu. Zauważyłam, że reaguje również na żarty, które nas bawią. Zresztą czemu się tu dziwić kiedy oglądamy ją razem, a Łukasz nas obserwuje. Do tego już niedługo wychodzi już trzecia część kreskówki. Całą rodziną nie możemy się doczekać.



Ciekawa jestem jaka jest Wasza i Waszych dzieci ulubioną piątka. Podzielcie się z nami swoimi propozycjami. Być może część z Waszych bajek pokryje się z tymi, które Łukasz ogląda najchętniej, a może pokażecie nam coś czego jeszcze nie widzieliśmy.


poniedziałek, 9 lutego 2015

Zima na podwórku

Niestety, w tym roku zimowa sceneria nas nie rozpieszcza. Jak już czasami coś gdzieś posypie to zaraz tego nie ma. To ma swoje plusy, gdy trzeba dojeżdżać do pracy. Mimo wszystko czasami fajnie pochodzić po białym puchu. Ostatnio miałam szczęście, że dzień układał się całkowicie po mojej myśli. W nocy spadł śnieg, od rana słońce, a do pracy na popołudnie. Nie było nic do gadania. Ubraliśmy się ciepło, buzię wysmarowaliśmy kremem i ruszyliśmy na podbój zimowego podwórka


Całe szczęście oczko wodne nie należało do ukochanych miejsc. Młody omijał jego zamarzniętą taflę z komentarzem, że tutaj to Kaki (czyt. kaczki) co najwyżej mogą se posiedzieć. 



Łukasz przebadał dokładnie całe podwórko. Zdziwił się niesamowicie, że jego ukochanej piaskownicy prawie nie widać i że nie da się jej otworzyć. Próbował. Nawet mama próbowała, ale niestety nie dała rady. Pewnie tata by ogarnął sytuację. No nic, następnym razem otworzy.


Niestety czas w takim towarzystwie, i w takich okolicznościach mija z bicza trzasnął. Zanim się nie obejrzeliśmy to mama musiała robić sobie kanapki i pędzić co sił w silniku do pracy. Szkoda, bo było tak fajnie. Ale na zakończenie Łukaszowe odkrycie.


czwartek, 29 stycznia 2015

Awantura o szczepienie

Kiedy urodziłam Łukasza uderzyło mnie to, że pielęgniarki o wszystko mnie pytają. Tzn. bardzo dobrze, że nie robili nic poza moją wiedzą, ale jednak nie uważam, żebym zjadła wszystkie rozumy i wiedziała lepiej od specjalistów. Najbardziej zdziwiłam się kiedy położne od Młodego spytały mnie czy zgadzam się na szczepienie. Nie rozumiałam dlaczego miałabym się nie zgodzić. Pewnego dnia spotkałam się z artykułem o rzekomej szkodliwości szczepień. Okazało się, że pewien naukowiec opublikował kiedy informację, które nie były podparte żadnymi konkretami i ruszyła lawina ...



W 1998 roku niejaki Andrew Wakefield opublikował w jednym z pism medycznych informacje, że wg jego badań istnieje związek między szczepieniami, a autyzmem u dzieci. Informacja ta bardzo szybko znalazła swoich zwolenników i została rozpowszechniona. Niestety dużo rodziców poszło w ślady nowych doniesień. 

Od czasu publikacji doniesień (bo trudno nazwać je badaniami), obserwowano 1000000 dzieci i nie zauważono żadnego związku. 



Mam nadzieje, że dzięki internetowi te różne "genialne" doniesienia wyginą śmiercią naturalną. Niestety, ale w tym przypadku "moda" może przynieść dużo szkody.

środa, 28 stycznia 2015

O Wyprzedażach




Szaleństwo przecen trwa. Wiele marek oferuje swoim klientom masę promocyjnych cen. Taki urok okres po świątecznego (wiem, wiem mocno naciągane bo mamy koniec stycznia :P). Nigdy nie przywiązywałam szczególnej uwagi do tych całych wyprzedaży. Tak jakoś. Zresztą tuż po Świętach rzadko pojawiałam się w galeriach handlowych, a tam najłatwiej dowiedzieć się o szale zakupowym. W tym roku poświąteczny prezent skierował moje kroki do kina znajdującego się w jednym centrów. Jakie było moje zdziwienie kiedy okazało się, że spokojne wieczorne wyjście rozpoczęło się od walki na śmierć i życie o miejsce parkingowe. W życiu nie widziałam takich korków i to przy wjeździe, jak i wyjeździe. Na szczęście rzutem na taśmę coś udało się złapać. Zdecydowałam się nawet wejść do jednego ze sklepów, ale równie szybko z niego wyszłam - przerażona ilością osób. W końcu to kino było celem mojej podróży.




Nie dałam jednak za wygraną. W sklepie nie widziałam nic dla siebie (czyt. dla małego :P), ale w końcu żyjemy w dobie internetu. Ruszyłam z dobrym humorem i z kubkiem kawy na łowy w           e-shopach. Jaka ja byłam dumna z siebie, ze swojego pomysłu. Przechytrzyłam wszystkich i teraz w spokoju, bez wychodzenia z domu mogę przebierać w jeszcze większej ofercie niż w sklepach stacjonarnych. Ach jak bardzo się myliłam. Okazało się, że również przez internet można walczyć z innymi kupującymi. Szczęśliwa dodawałam sobie nowe produkty do koszyka, a inni szczęśliwcy przechwytywali je w ostatniej chwili. Najbardziej pożądane ciuszki znikały jeden po drugi. Zrozumiałam wtedy, że wszędzie liczą się szybcy i sprytniejsi, a w kalendarzu na ten rok zaznaczyłam sobie na czerwono poświąteczną wyprzedać. Tak dla pewności!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...