poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Słońce, słoneczko - ale o skórę trzeba zadbać!

Wreszcie przyszła do nas prawdziwa wiosenna pogoda. Aż się nie chce wchodzić do domu, tylko najlepiej wygrzewać się w promieniach słońca. Po zimie jesteśmy spragnieni ciepła na skórze. Przy tym całym szale wiosennego spędzania czasu musimy pamiętać nie tylko o skórze naszych maluchów, ale również o naszej. Słońce to dobrodziejstwo, ale potrafi również siać spustoszenie. Nadmierne opalanie może doprowadzić do wszystkim dobrze znanych poparzeń słonecznych i rumienia po słonecznego, powoduje również fotouczulenia, opryszczkę wargową oraz zaburzenia barwnikowe. Te ostatnie były mi bardzo dobrze znane podczas ciąży z Łukaszem. Stosowałam kremy z filtrem, ale niezbyt regularnie i niestety nabawiłam się ostudy tzw. maski ciążowej. Na szczęście po jakimś czasie pozbyłam się przebarwień.



Na szczęście dla wszystkich leniwych (takich jak ja), którym nie chce się kłaść kilka preparatów na twarz, marka Pharmaceris wprowadziła fluid idealny. Nowość tej polskiej firmy to fluid      ochronno-korygujący. Postanowiłam wypróbować to cudo, bo ufam wszystkim produktom marki bezgranicznie. I tym razem nie zawiodłam się.

Przede wszystkim zainteresował mnie wysoki filtr UV. Pozostałe fluidy firmy Pharmaceris mają również ochronę przeciwsłoneczną, ale jest ona o połowę niższa. Kiedy się chce mieć 100% pewność, że produkt będzie zabezpieczał naszą skórę przed szkodliwym promieniowaniem, należy sięgać po najwyższe filtry. Do tego zachęca obietnica, że fluid w 100% kryje niedoskonałości. Ja jestem w pełni usatysfakcjonowana. Tak jak na wstępie pisałam, nie mam głowy do stosowania kilku kremów, podkładów na raz. Tu mam wszystko co potrzebuję w jednym. Poza tym fluid bardzo ładnie wyrównuje koloryt i kryje niedoskonałości zachowując przy tym lekkość i nie obciążając skóry. Fluid zawiera wyciąg z lnu, który chroni przed wysuszeniem skóry i działa na nią regenerująco.

Powiem Wam z pełną odpowiedzialnością, że jestem zachwycona. Jest świetna propozycja dla wszystkich osób z problemami skórnymi, którymi słoneczko nie służy. Zdecydowanie jest to kosmetyk dla przyszłych mam, albo tych którym niedawno urodziło się maleństwo. Zamiast korzystać z kilku rzeczy wybierają jeden konkretny produkt, który chroni, pielęgnuje i upiększa.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Wspomnienie spacerów w Austrii

Dlaczego urlopy tak szybko mijają. Od mojego ostatniego minął już ponad miesiąc. Miesiąc dużych zmian i miesiąc masy pracy. Na szczęście pomału zaczynam zwalniać. Właściwie to jedne obowiązki ustępują miejsca kolejnym - no tak już jest, ale o tym może za jakiś czas.

Dzisiaj zebrało mi się na wspomnienia austriackich spacerów. Oprócz tego, że dzień spędzaliśmy wysoko w górach na nartach, to jeszcze z Łukaszem pokonywaliśmy kilometry w dolinie. Ja na pieszo, a on w swoim kochanym wózku. 







Ciekawe, gdzie następnym razem nas wywieje ;)

piątek, 6 marca 2015

O tym, że matka też może mieć zły dzień.

Tak jak w temacie i to nie tylko dzień, ale nawet tydzień. Ot co! Kto zabroni?! Właściwie to każdy może mieć zły dzień. Mąż, dziecko, mama, koleżanka w pracy, albo pani w autobusie. No takie dni się zdarzają. Trzeba wtedy zrozumieć, zejść z drogi, albo pogłaskać i przytakiwać. Reasumując - udobruchanie pełną gębą. Problem pojawia się kiedy chandra spotyka Ciebie. Phi, to co Ciebie spotyka to chandrę zjada na pierwsze śniadanie. To jest mega ogromny intergalaktyczny wk*rw. Na dodatek matce tak nie przystoi. Jak to Ty nie możesz mieć cierpliwości do dziecka - straszna jesteś. Mąż Cię denerwuje swoimi wygłupiamy - jesteś czepialska. Koleżanka w pracy Cię wnerwia - nie potrafisz pracować w zespole. Wszystko źle i nie tak.



To idealnie obrazuje mój obecny stan ducha, ducha wojownika. Tak jak teraz denerwuje mnie wszystko to nawet trudno opisać. Pomijam już dorosłych, bo oni denerwują nas w mniejszym lub większym stopniu prawie codziennie. Każdego dnia spotykamy kogoś kto nas zirytuje, podniesie ciśnienie. Lekki standardzik. Problem pojawia się wtedy kiedy cierpliwości nie starcza Ci dla własnego dziecka, bo przecież tak być nie może. A niech mi ktoś powie dlaczego tak być nie może?! Ile razy można tłumaczyć, pokazywać i powtarzać. W końcu wszystkim kończy się cierpliwość.

No dobra tyle marudzenia wystarczy. Mam jeden dobry sposób na takie dni - oszukuję samą siebie uśmiechając się. Tak sobie myślę, że w końcu pomoże.

P.S. Proszę powiedzcie, że też tak macie czasami ....

czwartek, 5 marca 2015

Nasze wiosenne podobajki

Wiem, wiem. To dopiero marzec, a zważywszy na pogodę za oknem do tej prawdziwej wiosennej pogody jeszcze daleko, ale ten dłuższy dzień i trochę więcej słońca (teoretycznie) nastraja mnie tak "przyszłościowo". Chcę być przygotowana na cieplejsze dni, więc zaczęłam się rozglądać za nowymi elementami garderoby dla Łukasza. Ojej, jakie w tym sezonie są cuda. Nie pokażę Wam wszystkiego co mi się podoba, bo nie starczyłoby czasu, albo stwierdzilibyście, że jestem zakupoholiczką. W tym sezonie musimy znaleźć jakieś jeansy, bo te co mamy robią się pomału za małe. Na pewno też zaopatrzymy się w dresy i leggi (leggi najlepsze te z Zary - ubóstwiam je :P) bo ich nigdy za wiele. Przyda się również jakiś cieplejszy sweter/bluza, pod kolorową kamizelę :D. Już mam kilka typów, ale do tej astronomicznej wiosny jeszcze trzy tygodnie, więc będę informowała jak się klaruje sytuacja :).







Do tego wszystkiego musimy jeszcze rozejrzeć się za butami. Teraz kiedy Łukasz ma większą stopę wybór jest jeszcze większy, a co za tym idzie - jeszcze trudniejszy. 
A Wy macie już swoje wiosenne typy. Może podpowiecie mi coś w sprawie butów?



środa, 4 marca 2015

Fenomen urlopu

To jest jakaś plaga. No niby czas nie zmienia się, tzn. zawsze sekunda to sekunda, a minuta to minuta. Ni więcej, ni mniej. Jednak jest jedno takie zjawisko, które tą stałą zagina. Jest nim urlop. To niesamowite, jak podczas tych kilku dni "wolności" zmienia się wszystko. Powietrze jest czystsze, kolory ostrzejsze, a czas ... , czas pędzi nieubłaganie. Ledwo zacznie się sobota, a za moment pojawia się piątek i cały czar pryska. Nie inaczej było tym razem. 



Piątek, godzina 20:00. Z uśmiechem na twarzy i niepojętą nadzieją zamykam za sobą drzwi w pracy. Za mną pięć dni po dwanaście godzin w pracy i tylko kilka, porannych chwil kiedy widziałam się z Łukaszem. Przede mną droga do Austrii i tydzień szusowania na stoku. WOW! Cały tydzień - ze szczęścia to ja się nie ogarnę. A tu szok! Nawet się nie obejrzałam, a dni leciały jeden za drugim. Każdy pełen wrażeń i lepszy od wcześniejszego, ale niestety też szybciej przemijający od poprzednika. 

Zaskakujące jest również to, że w czasie urlopu sen ma 100 razy większą moc niż w tygodniu pracy. Zdarza się, że trzeba w towarzystwie dość długo posiedzieć, powspominać, zaplanować. Takie rozmowy najczęściej trochę zajmują i niestety, ale trzeba się położyć po północy. Do tego akurat wtedy nasze kochane dziecko ma koszmary i budzi się w nocy kilka razy. Pełni obaw kładziemy się na te kilka godzin, bo przecież tak jak zawsze, i to na urlopie, nie wyśpimy się. A tu rano pełna niespodzianka. Pobudka o 7 rano nie razi, a wręcz przeciwnie - jeszcze przed dzieckiem wyskakujemy z łóżka, żeby wszystko ogarnąć. Śniadanko, kawka, szybkie ogarnięcie i na stok. Reszta dnia to również sama przyjemność. 

Czar pryska już dzień przed. Dzień przed powrotem do pracy. Obowiązki nakładają się jeden na drugi, a sen nie jest już tak wydajny. Pierwszego dnia czas staje w miejscu sekundy stają się minutami, a minuty godzinami. Jest jeden sposób na poprawę sytuacji - trzeba poczekać do kolejnych kilku dni wolnego.

poniedziałek, 16 lutego 2015

Jedziemy!

Postanowione! W tym roku znowu atakujemy austriackie regiony narciarskie. Zachwyceni zeszłorocznym urlopem, zdecydowaliśmy swoje kroki skierować w ten sam region. W sobotę rodzinnie wyjeżdżamy. Przed nami zabiegany tydzień. Nie dość, że ja spędzę pięć dni po dwanaście godzin w pracy, to jeszcze trzeba będzie wszystko ogarnąć. Jakby sam fakt pracy nie był wykańczający. Całe szczęście, że mam jeszcze babcię.

A oto nasze zeszłoroczne widoki :)


czwartek, 12 lutego 2015

Co z tą wodą morską?!

Rynek farmaceutyczny rozwija się w zastraszającym tempie. Każdego dnia pojawiają się nowe produkty, a pacjent mamiony jest obietnicą wyleczenia wszelkiego zła. Wachlarz produktów, czy to dla dzieci, czy dla kobiet w ciąży jest szeroki. Problem pojawia się wtedy kiedy musimy zdecydować się na jeden z nich. Z pomocą przychodzą farmaceuci, którzy często wyjaśniają wątpliwości.

Jako osoba, na co dzień stojąca za pierwszym stołem, często spotykam się z pytaniami przyszłych, lub obecnych mam o pielęgnację nosa. Te pierwsze przychodzą z katarem i szukają ratunku dla siebie, a drugi chcą pomóc swoim dzieciom. Doskonałą propozycją dla nich jest roztwór izotoniczny, bądź hipertoniczny wody morskiej. Tylko, który z nich wybrać ...


Woda morska izotoniczna to roztwór, którego stężenie soli jest takie samo jak w komórkach w naszym organizmie. Ze względu na swój fizjologiczny skład preparaty te są zalecane do oczyszczania i codziennej higieny nosa. Ponad to woda morska wspomaga usuwanie bakterii i wirusów. Takie działanie jest bardzo ważne w przypadku profilaktyki i zapobiega rozwojowi infekcji. Jeśli szukamy wody, która nawilży i delikatnie oczyści nos, to roztwór izotoniczny jest jak najbardziej odpowiedni.

Roztwór hipertoniczny to taki, którego stężenie jest wyższe od stężenia roztworu z którym go porównujemy. W naszym przypadku odnosimy się znowu do komórek ciała. Poprzez efekt osmotyczny w naturalny sposób woda ta obkurcza naczynia krwionośne. Zalecana jest dla osób z zatkanym nosem, zapaleniem zatok, czy też alergią. Dzięki swojej skuteczności jest to alternatywna do kropli do nosa z substancjami chemicznymi. Krople takie mogą byś stosowane przez ograniczony czas oraz powodują wysuszenie śluzówki. 

Producenci prześcigają się w prowadzaniu udoskonaleń wody morskiej. Na rynku są już takie wzbogacone o związki mineralne, czy też olejki eteryczne. Pierwsze są bardzo bezpieczne. Dodatkowe jony miedzi działają przeciwbakteryjnie, a np. manganu, są wskazane w przypadkach alergii. Natomiast na olejki alergiczne trzeba uważać, gdyż nie są zalecane dla wszystkich, a mogą również podrażniać. 

Jakie jest zatem najlepsze wyjście dla przyszłej, zakatarzonej mamy, albo dla mamy maluszka? Oczywiście woda morska. Należy tylko dobrać jej skład do objawów i można cieszyć się jej szybkim działaniem.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...