poniedziałek, 20 października 2014

Drugie imieniny Łukasza

O tym jak szybko biegnie czas, od momentu kiedy na świecie pojawia się dziecko mówiłam niejednokrotnie. Jeszcze niedawno (tak mi się przynajmniej wydaje) dowiadywałam się, że jestem w ciąży, a tu już drugie imieniny Łukasza za nami. Nostalgia, nostalgia - cóż tu więcej mówić ;)

Skoro imieniny to i było świętowanie :). Łukasz swoje święto obchodził razem z pradziadkiem, który dzień wcześniej miał swoje 81 urodziny, a wieczorem rodzice wyrwali się na 30urodziny do wujka. Tym ostatnim urodzinom, będę musiała chyba poświęcić osobny wpis, ze względu na ich nietypowy motyw przewodni :).

U nas za to każda okazja jest super, aby kupić młodemu prezent. Zresztą sprawa obdarowywania jest tak zaraźliwa, że robimy to też bez okazji, ale kiedy jest powód, aby się rozgrzeszyć radość jest jeszcze większa.

Tym razem postanowiliśmy rozbudzić w Łukaszu miłość do majsterkowania. Konkretnie plan miał taki tata, bo skoro on sam uwielbia "dłubać" to syn też musi ;). Wedle zasady, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Wybraliśmy zestaw narzędzi Mańka Złotej Rączki.


W skrzyneczce Mańka znajduje się miejsce na dwa śrubokręty, miarę, młotek, suwmiarkę i kombinerki. Do tego wszystkiego po naciśnięciu przyciska przyrządy śpiewają i ruszają się.

Mieliśmy rację - prezent stał się strzałem w dziesiątkę. Od trzech dni Łukasz nie wypuszcza z rąk śrubokrętów i naprawia wszystko co się da. Zauważyłam też, że nie lubi kiedy narzędzia grzecznie siedzą w skrzynce. Ewidentnie jest zwolennikiem twórczego bałaganu.

Zobaczymy jak będzie dalej. Na razie udaje nam się trafić z pomysłami na prezenty, ale wszystko jeszcze przed nami.

piątek, 17 października 2014

Co czytałam?

Przez ostatnie kilka miesięcy miałam dość mało czasu na czytanie. Jak nie byłam  w pracy to starałam się jak najwięcej czasu spędzać z Łukasze, a gdy ten padał to albo starałam nadrobić pozostałe zaległości, albo po prostu sama padałam. W tak zwanym między czasie udało mi się sięgnąć po książkę. Złapałam ją najpierw od niechcenia, bo dawno nie czytałam. Skończyło się na tym, że przeczytałam trzy części i byłam zachwycona.


Po Rywalki (bo o tej serii mowa) sięgnęłam z ciekawości, co teraz młodzież czyta. W końcu tak niedawno ja sama zaczytywałam się w książki z serii "Stowarzyszenie wędrujących jeansów" i marzyłam o wielkich przygodach. Kiedy pierwsza część bestsellera Kiery Cass znalazła się w zasięgu mojego wzroku postanowiłam, że tylko przewertuje kilka pierwszych stron. Obudziłam się kiedy kończyłam ostatnią część.

Nie będę streszczać serii, bo nie o to chodzi. Historia, którą mamy szanse poznać opowiada losy Americi, która na początku zmaga się z zakazaną miłością. Stara się walczyć o nią w dość nietypowy sposób - wykorzystując inną szanse na uczucie. Intrygujące? Ba, dalej jest jeszcze bardziej interesująco.

Kiera Cass w swoich książkach nie opowiada jedynie o walce o miłość, ale również o poszukiwaniu siebie, o tym jak ważne jest niezatracanie własnego ja i szukaniu drogi dla siebie - chociażby trzeba było biec pod prąd.

czwartek, 16 października 2014

Najgrzeczniejsze kontra najniegrzeczniejsze

Odkąd jestem mamą zwracam uwagę na wiele rzeczy, które wcześniej nie były dla mnie istotne. Porównuję oceniam, staram się wyciągnąć wnioski. Obserwuję również inne mamy, inne dzieci i, niestety, oceniam.



Miejsca publiczne są do tego najlepsze. Pełno tam szczęśliwych rodziców i ich jeszcze bardziej uradowanych dzieci. Można to interpretować i jako szyderę, jak i szczerą prawdę. Wszystko zależy od łaskawości maleństwa/maleństw. Jakie to piękne uczucie kiedy jako dumni rodzice spacerujemy ze swoim małym klonem za rękę, tudzież pchamy go w wózku, a ten jest grzeczny, uśmiechnięty i czysty. Otacza nas wtedy taka aura wspaniałości. A kawa i ciastko smakują jak nigdy dotąd. Wtedy to obserwujemy innych mniej szczęśliwych rodziców z lekką wyższością. Już nam się pchają na usta dobre rady, ale szybko przypominamy sobie, że sami nie za bardzo to lubimy, więc ze spokojem idziemy dalej celebrować dzień z naszym przegrzecznym skarbem.

Co jeśli jesteśmy po drugiej stronie tęczy, a niebo przykrywają czarne chmury?! O kawie i ciastku możemy zapomnieć, bo nasze dziecko, nie usiedzi w jednym miejscu, albo akurat postanowiło urządzić sobie pokaz swoich zdolności wokalnych. Krzyczy, wrzeszczy, marudzi, tupie bije w takich kombinacjach, że w życiu nie wiedzieliśmy, że tak może. Każde nasze słowo jest w bajecznie pokazowy sposób ignorowane, ale w tym wszystkim najgorsi są szczęśliwi rodzice ze swoimi grzecznymi dziećmi. Czujemy ich wzrok na sobie. To wtedy właśnie zastanawiamy się, w którym miejscu popełniliśmy błąd, dlaczego my.

Na szczęście role szybko się odwracają, a wtedy pamięć jest krótka. Okazuje się, że w jednym tygodniu mamy najgrzeczniejsze dziecko i nieniegrzeczniejsze w kombinacji 4+3, albo 3+4. Ale co się nadenerwujemy to nasze ;)

środa, 15 października 2014

W wakacje budowaliśmy

Wakacje minęły nam szybko i bardzo pracowicie. Nie chodzi tylko o to, że w większości spędziłam je letnie miesiące w pracy, ale też o to, że mieliśmy dużo Łukaszowych projektów. Mam nadzieję, że nie będziecie źli, że teraz, w deszczowe dni zebrało mi się na wspominki ciepłych, ba! upalnych dni :)

Na dzień dziecka postanowiliśmy zrobić Młodemu prezent w postaci piaskownicy. Wtedy Łukasza jeszcze nie do końca interesowały tego typu atrakcje, ale wiedziałam, że już niedługo może się to zmienić.

Udało nam się upolować promocję w Lidl'u i w ten sposób zostaliśmy szczęśliwymi posiadaczami drewnianej piaskownicy. Ach, cudownie wyglądała ... w pudełku. Trzeba było się zabrać za jej rozłożenie, a czasu wiecznie za mało. Na szczęście sprawy w swoje ręce wziął najmłodszy i najbardziej zainteresowany tematem. Zagonił tatę do pracy, ale obiecał, że sam pomoże. Zobaczcie jak dzielnie pracowali w ukropie.


Chłopaki rozpoczęli pracę od wzorowego podzielenia materiałów budulcowych :). Musieli poznać wroga zanim ruszyli do walki. Później już tylko szło z górki. Praca w takim zgranym zespole to sama przyjemność :). Za chwil kilka stała już podstawa i podpora daszku.






No i tak właśnie zaczęła się nasza "kuwetowa" przygoda. Bez wątpienia po tym dniu nie było nic już takie samo. Stopniowo, co raz bardziej letnie chwile mijały nam pod znakiem "piasku wszędzie". Łukasz tak oddanie bawił i bawi się w piaskownicy, że czasami jestem w szoku, gdzie i w jakiej ilości może się znaleźć piasek. Zresztą po co ja to mówię. Wszystkie mamy troszkę bardziej samodzielnych dzieci wiedzą co mówię :).

wtorek, 14 października 2014

Co u nas?

Tak jak już pisałam zaległości jest dużo do nadrobienia. 
Zaczniemy od najważniejszego, czyli co słychać u Łukasza :)

Trochę o Łukaszu w liczbach:
- wiek: 15 miesięcy
- zębów:6
- rozmiar ubrań: 86
- rozmiar nogi: 22
- energii: za dużo ;)
- liczba drzemek w ciągu dnia: jedna



Co Młody lubi robić:
- gonić się
- biegać
- chować się
- jeść malinki
- rozrabiać ;)
- spać z rodzicami
- oglądać bajkę Ul





To tak na szybko jak wygląda "Łukaszowa sytuacja".

Nadrabiamy, nadrabiamy :)

poniedziałek, 13 października 2014

Koniec z zaległościami

Zaległości mamy co nie miara!
4 miesiące to szmat czasu.

U nas w tym czasie dużo się wydarzyło.
Poniedziałek to bardzo dobry dzień na decyzje!
 Od jutra nadrabiamy zaległości :)

Do zobaczenia.
P.S. Nie gniewajcie się na nas ;)

czwartek, 12 czerwca 2014

Katar sienny u matki karmiącej

Mimo tego, że już od ponad miesiąca pracuję Łukasz nadal karmiony jest piersią. Jest to bardzo wygodne, ale ma również minusy. W tej chwili na pierwsze miejsce wysuwa się niemożność brania przez matkę karmiącą leków. Jestem alergikiem i co roku w okresie wiosenno-letnim umieram. Do niedawna ratowałam się doustnymi środkami antyhistaminowymi. Niestety teraz kiedy karmię nie jest to możliwe. Ratowałam się piciem wapna musującego, jednak nie zawsze wystarczało. W pracy jestem w klimatyzowanym pomieszczeniu i dolegliwości alergiczne przechodzą, ale dla porównania kiedy mam wolny weekend - umieram. Oczy mnie szczypią, drapią, wyglądają jak u królika, a z nosa cieknie woda. Na szczęście znalazłam dla siebie ratunek



Preparat, z którym chcę się z Wami podzielić jest w 100% naturalny i bezpieczny. Jest to proszek celulozowy, który po psiknięciu do nosa roztacza powłokę ochronną na błonie śluzowej nosa. Dzięki temu alergeny nie mają kontaktu z błoną śluzową nosa. Stopal może być stosowany zarówno u kobiet w ciąży, matek karmiących, jak u dzieci od 18 miesiąca życia. Czyli wszystkie interesujące mnie grupy obejmuje. Aplikacja nie sprawia problemu, a proszek ma przyjemny miętowy zapach.



Tak wygląda pudełeczko i dozownik. Jeśli któraś z mam zmaga się z takimi samymi dolegliwościami jak ja to polecam :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...